Bez Starego Miasta jesteśmy nigdzie i znikąd

Bez Starego Miasta jesteśmy nigdzie i znikąd
O zdanie nie mogłam nie zapytać architekta Marka Diehla, który w sprawach miasta głos zabiera często i bardzo dosadnie, a którego krytyczne, trafne obserwacje i wypowiedzi wywołują niejednokrotnie wiele kontrowersji

Tematy dotyczące Łodzi poruszamy często w publicznych dyskusjach, głównie ze środowiskiem łódzkich urbanistów, a jest to środowisko straszne. Potworne wręcz. To są ludzie, którzy mają i wykształcenie i doświadczenie socjalistyczne, i niestety się tego nie wyzbyli. Co to oznacza w praktyce? To, że mają w głębokim nieposzanowaniu XIX-wieczną zabudowę, z której Łódź się składa, a gloryfikują osiedla mieszkaniowe – Widzewy, Retkinie i inne tego typu Teofilowy. Skutek powstania tych osiedli jest taki, że miasto się „rozlało”, czyli zwiększyło swoją powierzchnię, nieznacznie zwiększając ilość mieszkańców, albo wręcz obniżając. W tej chwili można powiedzieć, że mieszkańców jest coraz mniej. Wiadomo, że w takiej sytuacji koszty obsługi miasta rosną nieprawdopodobnie.

A człowiek łaknie centrum, bo w centrum są usługi. Co więcej – centrum, Stary Rynek, identyfikuje dane miasto. W końcu wszędzie są takie osiedla jak Retkinia, więc gdyby ktoś zawiązał nam oczy i wysadził na takim osiedlu gdziekolwiek w Polsce, to wątpliwe, że poznalibyśmy, gdzie się znajdujemy. Poprzez Stare Miasto jesteśmy w stanie się identyfikować, wiemy że to jest np. Łódź, a nie Warszawa. Bez Starego Miasta jesteśmy nigdzie i znikąd – to jest rzecz fundamentalna, i tak oczywista, że aż śmieszy, że są ludzie, którzy temu prostemu faktowi potrafią zaprzeczać.

W 2009 roku Miejska Pracownia Urbanistyczna zorganizowała konkurs urbanistyczny „U źródeł Piotrkowskiej”, którego celem było opracowanie koncepcji zagospodarowania fragmentu Łodzi obejmującego Stary Rynek, wschodnie przedpole Manufaktury oraz kwartały ograniczone ulicami: Wschodnią, Rewolucji 1905r., Próchnika, Zachodnią, Legionów, Gdańską i Ogrodową. Jury nie przyznało pierwszej nagrody. Drugą zdobyły równorzędnie dwie pracownie architektoniczne. Jedną z nich była właśnie pracownia Marka Diehla – Diehl Architekci.

Projekt pracowni Marka Diehla był kompleksowy, zakładał m.in. przekształcenie skrzyżowania ulicy Ogrodowej i Zachodniej w plac łączący przestrzennie Pałac Poznańskiego, park i obydwie strony ulicy Zachodniej. W tym momencie to skrzyżowanie stanowi ogromną przeszkodę na drodze do Starego Rynku oraz utrudnia oglądanie elewacji Pałacu – duża ilość słupów trzymających trakcję tramwajową, sygnalizacja świetlna czy drogowskazy tworzą po prostu w tym miejscu bałagan. Architekci osiągają swój cel poprzez obudowanie nową kubaturą placu znajdującego się na wprost głównej bramy do fabryki Poznańskiego. Budynek, który mieści w sobie aktualnie Biedronkę, przekształcony jest w „altanę” na środku tego placu. Posadzka zostaje ujednolicona, bez rozróżniania chodnika i jezdni. Tę ostatnią wyznaczają pachołki. Zlikwidowana zostaje sygnalizacja świetlna, a w zamian zorganizowany jest ruch okrężny, dzięki czemu osiągnięte zostają dwie rzeczy – płynność ruchu i zmniejszenie prędkości na skrzyżowaniu, co ułatwia pieszym przejście na drugą stronę ulicy. Odgięcie ulicy Ogrodowej zwiększyło znacznie przedpole przed głównym wejściem do Pałacu. Oświetlenie zapewnią lampy w posadzce do iluminacji Pałacu, na słupach wyznaczających jezdnię oraz z elewacji nowych budynków otaczających plac.

Architekci podkreślają, że najbardziej oczywistym wyjściem z placu Manufaktury jest wyjście w kierunku parku Staromiejskiego. Niestety w drugą stronę działa to dużo gorzej, a na drodze zawsze stoi szeroka i ruchliwa ulica Zachodnia. Rozwiązaniem tego problemu, będącym jednocześnie krokiem w stronę historii początków Łodzi, jest odtworzenie doliny i rzeki Łódki na odcinku od ul. Franciszkańskiej do granicy z terenem Manufaktury. Dolina, razem z rzeką, stanowi dobre wyprowadzenie przez park do ulicy Nowomiejskiej, gdzie w miejscu po historycznym młynie wodnym, stanie jego współczesna wersja. Szczegółowy opis projektu można znaleźć tutaj.

– Był to konkurs idei. Założenie jest dobre, ponieważ miasto zbiera w ten sposób kilkanaście wariantów, jury przyznając nagrodę wskazuje, które są atrakcyjne. Marek Diehl rozwija przede mną ogromne plansze przedstawiające propozycję nowego zagospodarowania fragmentu miasta.

Według informacji, które uzyskaliśmy, a są to informacje wiarygodne – chociaż nikt nie robił wykopów – powinny znajdować się tutaj (wskazuje miejsce brakującej czwartej pierzei Starego Rynku) pozostałości po budynkach z XIV i XV wieku. Skoro była tu osada, to coś musiało pozostać. Można to zaprojektować w taki sposób: na dole jest wykopalisko, ludzie natomiast oglądają to chodząc po pomostach. Mogłaby powstać w związku z tym mała część muzealna, w której eksponowane byłyby rzeczy wykopane. Takie projekty powstają bardzo często, miałem okazję zobaczyć tego typu projekt w Sztokholmie, gdzie zaczęto budować parking podziemny i natrafiono na duże ilości wykopalisk. Mieszkańcy się wręcz zbuntowali, zaprzestano budowy tego parkingu, a na jego miejscu powstało podziemne muzeum, które eksponuje to, co w tym miejscu wykopano. Tutaj jest podobna sytuacja. Źródła Łodzi są dokładnie w tym miejscu, choć z pierwotnej zabudowy nic praktycznie nie zostało. Dzisiaj nudna, zaprojektowana przez jednego człowieka, kiedyś była zbiorowiskiem niewielkich, małomiasteczkowych kamieniczek.

W naszym projekcie zaznaczyliśmy pierwotny podział działek ścieżkami. Próbowaliśmy odtworzyć dolinę rzeki, przecież ona fizycznie istnieje. Mogłyby się tu znaleźć zbiorniki retencyjne, czyli takie, które zatrzymują wodę po deszczu, ta woda w naturalny sposób mogłaby spływać z dachów okolicznych budynków, zatrzymywać się w tych zbiornikach i zasilać tę nową rzekę w starym korycie.