W sprawie Starego Rynku

Przy rynku nie ma tego podziału, na tyły tych budynków każdy może wejść, brakuje tu wyraźnej granicy. Weźmy na przykład Piotrkowską i ostatnie morderstwo, załóżmy, że idziemy tą ulicą i coś się wydarza – kradzież, pobicie, cokolwiek, bandyta zaczyna uciekać

Jeżeli chodzi o park – ważne jest jego ogrodzenie, bo wieczorem idąc wzdłuż nie jest przyjemnie. Chodzi tu o spełnienie dwóch funkcji – bezpieczeństwo i kontrolowane przejście przez park. Kiedy nie ma ogrodzenia to wszyscy chodzą jak chcą, zresztą tu widać jak wszyscy chodzą (wskazuje na fragment planszy przedstawiający Park Staromiejski), te ścieżki są po prostu głupio zaprojektowane. Ogrodzenie parku wprowadziłoby pewną intymność, rzeka byłaby powodem, żeby iść wzdłuż jej koryta, więc to byłaby jakaś atrakcja, jakaś szansa na doprowadzenie przechodnia do Starego Rynku. Na to nie ma jednej recepty. Tu trzeba podjąć klika drobnych decyzji, które dotyczyć będą całego miasta i pośrednio wpłyną na to miejsce. Czasem może brzmieć to jak hasła, np. „porządek w przestrzeni miejskiej”, niby wszyscy wiedzą, co może oznaczać porządek, ale np. głównym elementem porządkowania przestrzeni miejskiej jest wyraźne postawienie granicy między terenem prywatnym, a terenem publicznym, i nie chodzi tu moim zdaniem o sposób władania, bo w Manufakturze to jest ewidentnie przestrzeń publiczna, mimo, że właściciel jest prywatny, tu chodzi o sposób dostępności – jeżeli teren jest dostępny 24 godziny na dobę, to jest to przestrzeń publiczna.

Powiedzmy, że policjantów jest nawet kilku – jeśli skręci w pierwszą lepszą bramę – ginie. Jeżeli bramy są zamknięte, on nie ma dokąd uciec. To tylko jeden z powodów. Przestrzeń publiczna powinna być przestrzenią bezpieczną i obserwowaną, oświetloną przez sklepy, nie tylko przez latarnie.

Marek Diehl zaznacza następnie, że Stary Rynek jest w tym momencie kompletnie oderwany od reszty. Piotrkowska i Manufaktura tworzą ciąg jakichś usług, natomiast przestrzeń Starego Rynku jest ewidentnym przerwaniem tego ciągu, wskazuje również na inne aspekty komunikacyjne – Dzisiaj, żeby przejechać z północy na południe mamy do wyboru ulicę Zachodnią, Kilińskiego, a następna? Śmigłego Rydza. No własnie, jaka to jest odległość? Ponad kilometr. Te ulice, którymi na ogół się poruszamy skutecznie omijają Stary Rynek. Gdyby zrobiono tam przejazdy, to ten teren inaczej by się nasycał, bo w tej chwili on jest zupełnie z boku.

Czyli to jest dużo bardziej skomplikowane niż mi się wydawało
Skomplikowane i nieskomplikowane – gdyby miasto myślało o tym, żeby robić coś hierarchicznie, gdyby miało jakąś politykę, a nadrzędnym celem tej polityki byłoby dobro mieszkańców… A to nie jest powiedziane wprost. No bo gdyby było, to oczywistą rzeczą byłoby to, że nie wolno przy ulicy Kopernika, w ramach modernizacji, wycinać drzew i mało tego powiedzieć, że nie będą sadzone nowe, bo to koliduje z infrastrukturą. Mogę się założyć o cokolwiek, że są możliwości techniczne, dzięki, którym te drzewa można posadzić. To powinno być ważniejsze, bo jest dla dobra mieszkańców.

Co zrobić z rynkiem? Cóż, m.in. można by zrobić nawierzchnię. Wcale nie jest powiedziane, że tam powstanie nie wiadomo jaki projekt. Natychmiastową metodą na ożywienie, byłoby zrobienie zielonego rynku, przyjeżdżają władze miasta sprzedają miejsca lokalnym producentom, rynek działa dwa razy w tygodniu… To by ruszyło natychmiast. Nie ma w Łodzi takiego rynku – popsuto plac Barlickiego, zabudowano go halą, rynek bałucki również zabudowano, więc to byłoby jedyne miejsce w Łodzi, gdzie normalnie odbywałby się handel tego typu. To jest moim zdaniem natychmiastowa odpowiedź na pytanie, co zrobić z rynkiem – zrobić z niego rynek.

Manufaktura – problem Łodzi

Dla przypomnienia obrazowy fragment jednego z felietonów Marka Diehla:

Nie wszyscy mieli możliwość chodzenia po tym terenie przed wyburzeniami. Założenie fabryczne Poznańskich było miastem w mieście, z uliczkami, torami, zaułkami i z całą masą elementów i instalacji fabrycznych: dziwnych zaworów, drabinek, żeliwnych posadzek i wielu innych elementów niewiadomego przeznaczenia. Po działaniach niszczycielskich inwestora, z przemysłowej przeszłości pozostały gołe mury odnowione w haniebny sposób, na „marchewkowo”, bez fugi, jak tandetna dekoracja teatralna. Zdecydowanie za dużo zostało wyburzone. Słyszałem „na własne uszy”, jak przedstawiciel inwestora na zarzut jednego z architektów, że plac jest nieprzemyślany i otwiera się na parkingi przed urzędem dzielnicowym, a dalej na dwupasmową ulicę, odpowiedział, że wyburzono to, na co zezwolił konserwator i plac sam powstał. Gdybym nie wiedział, że to głupota, to bym pomyślał, że prowokacja. Czyli to nie jest plac, tylko miejsce po ekstrakcji bądź amputacji (zastanawiam się, co brzmi lepiej). Miejsce po ekstrakcji zakryto niestosowną, sztuczną w tym środowisku i pretensjonalną posadzką, która podkreśla tylko teatralność (w złym tego słowa znaczeniu) całego założenia. Najbardziej śmieszą mnie trójkątne skwerki otoczone ceglanymi murkami. Fontanny i światełka dopełniają odpustowego charakteru placu. (fragm. z felietonu „Jak ja nie lubię Manufaktury”).

Manufaktura – oczywiście mamy powód do zadowolenia – możemy zrobić kompleksowe zakupy, zjeść, obejrzeć film i skorzystać z innych usług i atrakcji w jednym miejscu. Chodzą słuchy, że jest to jedyny fragment miasta, który bez poczucia wstydu można pokazać gościom z zagranicy. Połączenie nowoczesności z zabytkowością, ale czy w najlepszym wydaniu? Czy nie brakuje nam realizmu w ocenie? I jak cały ten kompleks ma się do reszty miasta?

Problemem Łodzi jest to, że leży obok Manufaktury – mówi Marek Diehl. Ona nie jest częścią Łodzi, ponieważ w ogóle się z nią nie łączy, zawsze jest tyłem odwrócona. Prawda jest taka, że Łódź oddała Manufakturze wszystko, co ma najlepszego. Najlepsze sklepy, restauracje, teatr, kino, jedno z najstarszych w Europie Muzeum Sztuki, nawet rzeźby, które były w przestrzeni miejskiej są na terenie Manufaktury. Miasto się ich zwyczajnie pozbyło. Właściwie nie ma takich rzeczy, których Manufaktura nie odebrałaby miastu. To, co normalnie zajmowałoby jakiś obszar w centrum, jest tam skoncentrowane. Uważam, że pierwsze, co miasto powinno zrobić, to zabrać Muzeum Sztuki – budynek, który ono zajmuje po prostu się nie nadaje, jest beznadziejny. Powinno zacząć tę Manufakturę jakoś oswajać, bo ona jest nieoswojona. Ona wręcz – mówiąc dosadniej – pokazuje miastu tyłek i mówi „musisz do mnie dojechać i tu zostać. Nigdzie nie chodź”.

Zastosowane w przywołanym wyżej projekcie biura Diehl Architekci rozwiązania, czyli odtworzenie koryta rzeki, most i wprowadzenie przestrzeni ulicznej w odpowiednie miejsca tego fragmentu miasta niewątpliwie pomogłyby Manufakturze stać się częścią Łodzi. Niestety jak widać miasto owszem organizuje konkursy, ale nie wykorzystuje wkładu intelektualnego, jaki włożyli w swoje projekty uczestnicy.

Drugą pracownią, która równorzędnie z Diehl Architekci, zdobyła nagrodę w konkursie „U źródeł Piotrkowskiej”, była pracownia Andrzeja Owczarka – NOW. Aktualnie zajmuje ona przestrzenie fabryki Ramischa w strefie OFF.

Obszar konkursu był bardzo duży. Tu jest tzw. pierwsza lokacja – mówi Andrzej Owczarek wskazując na miejsce między ulicami Wschodnią i Zachodnią, Północną i Południową – z rynkiem, bo pierwotnie miała być to mała osada rękodzielników. Wszystko bardzo szybko się rozwijało i drugą lokacją była osada, która powstała wzdłuż ulicy Piotrkowskiej aż do Białej Fabryki. W Łodzi nie doceniono jednak eksplozji technologicznej, połączenia technologii parowej z wielkim rynkiem, możliwościami eksportu w związku z powiązaniem Łodzi z Rosją…

W naszym projekcie ważne było połączenie Manufaktury z Rynkiem i Parkiem Staromiejskim, ulicą Nowomiejską, Placem Wolności i w końcu Piotrkowską. Chodziło o zintegrowanie tych przestrzeni, ponieważ teraz działają oddzielnie. Tu, gdzie jest dziś park, była biedna, bardzo gęsto zabudowana dzielnica, którą zburzyli Niemcy. Chcieliśmy odbudować dawną tożsamość Łodzi, dlatego zaproponowaliśmy, żeby żywopłotami odtworzono podział starych działek. Przywróciliśmy również rzekę Łódkę, ponieważ teraz płynie kanałem. Na terenie Starego Rynku zaznaczyliśmy czwarty narożnik w postaci wolnostojącej bryły, która mogłaby być konstrukcją stałej sceny, a jednocześnie na co dzień pawilonem informacyjnym.

Problem Starego Rynku polega również na tym, że wszyscy zadają sobie pytanie o to, jak on właściwie ma wyglądać. Jak go zagospodarować, biorąc pod uwagę fakt, że mieszkają wokół niego ludzie, więc zbyt hałaśliwe imprezy będą budziły protesty. Z racji tego, że konkurs był bardzo ogólny, tematyka Starego Rynku nie była kluczowa, ale uważam, że czasami niepotrzebny jest konkretny, szczegółowy program. Natomiast wystarczy oświetlenie, zieleń, po prostu sposób urządzenia, który sprawi, że dana przestrzeń miejska stanie się niezwykle atrakcyjną. Mam nadzieję, że Stary Rynek nie będzie kontynuował tej małej tragedii, która się stała na Placu Dąbrowskiego… Regułą jest, że przy tylu funkcjach wokół takiego placu, robi się pod nim parking. Dopiero wówczas, na powierzchni można tworzyć coś, co jest nową formą użytkowania. Zrobienie tam wielkiej, masywnej fontanny, nad której formą można by oczywiście dyskutować, było fatalnym posunięciem. Nie ma tam możliwości zaparkowania samochodu, w związku z czym chyba zakłada się, że ludzie przyjeżdżają taksówką bądź tramwajem. To samo jest przy filharmonii – gdyby nie miejsce przy budynku telewizji, osobiście nie miałbym gdzie zaparkować. Myślę, że tu mógłby być rozpisany nowy konkurs, tylko na ten plac…

Swego czasu fantastyczne wrażenie robiło coś, co właściwie mogłoby być permanentną instalacją. W alejce wzdłuż Północnej zrobiono wystawę fotografii, która wieczorem była oświetlona, sprawiając wrażenie otwartej galerii sztuki. Jednym słowem również na ten park powinien być jakiś pomysł, żeby nie był on aformicznym kawałkiem zieleni. Odpowiednio oświetlić ten teren, poprowadzić ścieżki, wodę, zrobić pretekst, by ludzie chętnie tędy spacerowali, wchodzili na plac Starego Rynku i w cały układ Piotrkowskiej.

Stare Miasto w Łodzi jest pejzażowe, Rynek jest może najmniej reprezentatywny, bo ma wyraźne cechy architektury socrealistycznej, ale za nim są niesamowite zaułki, resztki żydowskiej dzielnicy, aż do kościoła mamy całą plątaninę uliczek. Sam rynek nie jest rozwiązaniem problemu, rewitalizacji powinien podlegać cały ten kwartał.

Jestem łodzianinem od urodzenia i szczerze mówiąc jest mi trochę przykro, że wszystko idzie w taką stronę. Łódź zamienia się po prostu w wielki skansen. Cóż… W mieście nigdy nie będzie dobrze, jeśli Prezydent nie zapomni, że jest członkiem konkretnej partii.

Świetna lokalizacja i układ

Swoje zdanie na temat starówki wyraziło mnóstwo osób. Każda z nich widziała w ożywieniu tego miejsca same korzyści.

– Stary Rynek ma ogromny potencjał funkcjonalny i symboliczny – mówi Aleksandra Jach z Muzeum Sztuki w Łodzi. – Trudno zrozumieć dlaczego do tej pory nie zwrócono na niego uwagi i nie potraktowano jako ciekawego dopełnienia ulicy Piotrkowskiej. Stary Rynek jest przestrzenią, przez którą przechodzą grupy ludzi, często turystów zwiedzających Stare Bałuty, czy podążających w stronę Cmentarza Żydowskiego. W jednym z podcieni tego urokliwego miejsca znajduje się Stowarzyszenie Przyjaciół Starego Rynku, które stara się ożywić to miejsce. Bardzo ważny jest fakt, że jest to przestrzeń publiczna, o bardzo przyjaznej skali, położona w sąsiedztwie parku. W Łodzi, takich miejsc jest naprawdę niewiele. Myślę, że rolą władz miasta jest tworzenie przestrzeni otwartych także na mieszkańców, których nie stać na przysłowiową cafe latte. Powinno sprzyjać miejscom, które powstają nie po to tylko, by w nich konsumować, ale są w stanie zaoferować coś innego.

Stary Rynek w Łodzi ma naprawdę świetną lokalizację , co więcej ma dobre proporcje i układ – przecina go ulica Zgierska, posiada arkady, duży, uniwersalny plac, a otwarcie na Park Staromiejski daje poczucie przestrzeni – mówi Mateusz Adamczyk, z biura architektonicznego BudCud. – Architektonicznie to miejsce przypomina trochę warszawski Mariensztat, chociaż nie tylko architektonicznie – oba miejsca są w zasadzie tak samo tętniące życiem… My proponowaliśmy wprowadzenie prostej, modułowej i mobilnej zabudowy w kształcie litery „U”, która powtarzałaby otaczającą zabudowę placu. Ta mała, wielofunkcyjna architektura mogłaby mieścić w sobie tak naprawdę wszystko, czego chcieliby mieszkańcy.

Mieszkańcy – najlepszy ekspert

Temat Starego Rynku i Starego Miasta w ogóle, jest ciągle otwarty. Pozostaje nam czekać na decyzje w ich sprawie. Jednak pewnych rzeczy powinniśmy być świadomi – miasto, w którym żyje się dobrze musi być tworzone w procesie wielowymiarowym – architektonicznym, urbanistycznym, inwestycyjnym, ale przede wszystkim społecznym. Sukces leży nie tylko w pracy władz miasta, ale przede wszystkim we współpracy tejże z organizacjami pozarządowymi oraz mieszkańcami, którzy w końcu najlepiej wiedzą czego potrzeba przestrzeni, w której żyją. Od czego zatem zacząć? Oczywiście od podstaw, czyli od solidnego przygotowania. Aby rozwinąć jakiś problem, trzeba najpierw uświadomić sobie jego istnienie, a więc w przypadku łódzkiego Starego Miasta trzeba zacząć zdawać sobie sprawę z tego, że deprecjonujące dla miasta, jego historii i mieszkańców jest zepchnięcie na margines miejsca, w którym wszystko się zaczęło.

Nawiązując do słów Mateusza Adamczyka porównującego przestrzeń Starego Rynku do warszawskiego Mariensztatu warto przypomnieć, że zaczęto tam wdrażać w życie projekt „Na miejscu – działanie”, który zakłada, że mieszkańcy są najlepszym ekspertem.